Powrót do „normalności”

Pandemia powoli się cofa, rząd rozluźnia ograniczenia i wszyscy czekamy na realne skutki ekonomiczne zarazy, jakie ukaże nam pokoronawirusowy czas. Zdaję sobie sprawę, że będzie ciężko, ale wierzę w naszą narodową mądrość, wytrwałość, upór i spryt co pozwoli podnieść się rodzimej gospodarce i wrócić do stanu sprzed kilku miesięcy. Może trochę na wyrost, ale jestem pełen nadziei i optymizmu, bo wiem, że nie z takich opresji wychodziliśmy. Kieruję się w życiu zasadą, że nie udzielam nikomu rad, ani też nie pouczam ludzi, ale jeśli mógłbym coś postulować, to chciałbym, żeby rządzący zdali się na inwencję, inicjatywę i doświadczenie polskich przedsiębiorców, gdyż oni sami wiedzą najlepiej czego potrzebują, aby ich podmioty stanęły znów na nogi. Tuszę, że nikt w gabinecie premiera Morawieckiego nie wpadnie na pomysł wysłania w teren zmasowanych kontroli z Urzędów Skarbowych czy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, a wręcz przeciwnie – wydane zostaną precyzyjne wytyczne, powstrzymujące nadgorliwych urzędników przed ewentualnymi zapędami nakładania drakońskich kar za drobne uchybienia. Nie, nie żądam dopuszczania do anarchii, ale nie chcę, żeby jakiś zaćmiony idiota wywołał lawinę niezadowolenia, która może przerodzić się w poważny kryzys. Ludzie mają czasem dziwaczne pomysły, a nam wszystkim potrzebny jest szybki powrót do normalności.

Powrót do normalności – a on musi wkrótce nastąpić – przyniesie także zwyczajową nawalankę polityczną pomiędzy dwoma zwalczającymi się obozami, czyli „europejczykami” i „ciemnogrodzianami”. Jestem strasznie ciekaw, co będzie kolejnym tematem sporów, ale zanim się tego dowiemy, to proponuję Państwu eksperyment. Jeśli będziecie na jakimś bankieciku, gdzie spotkacie zacietrzewioną politycznie, skrajnie liberalną i wszystkowiedzącą personę, to zapytajcie, proszę, jakie samoloty kupiła Polska w USA? Założę się o dużą wódkę, że z odpowiedzią może być ciężko, toteż wysondujcie chociaż, której generacji są owe statki powietrzne? Tutaj też może wystąpić problem, więc ułatwcie zadanie adwersarzowi i dowiedzcie się, jakim sprzętem dysponują nasi zachodni sąsiedzi do przenoszenia broni jądrowej? Uważam, że i w tej materii niewiele usłyszycie, dlatego możecie, Drodzy Czytelnicy, zaskoczyć wszystkich ogłaszając, że Niemcy – wiodące europejskie państwo – mają na stanie samoloty Tornado, produkowane w latach 1979–1998, i nimi zamierzają przenosić, oczywiście w razie potrzeby, ładunki nuklearne. Brzmi to jak ponury żart, ale dopiero w roku 2021 ma odbyć się debata nad Sprewą, kiedy wymienić przestarzałe maszyny na nowocześniejsze F-18? Osobiście wieszczę, że ta idea może napotkać na wielkie trudności.

Wielkie trudności, związane z zakupem broni, zostaną wywołane przez konieczność ostrożnego i racjonalnego gospodarowania ograniczonymi środkami budżetowymi, co, w trudnej sytuacji ekonomicznej świata, wydaje się naturalne. Istnieje jeszcze jedno, bardzo poważne zagadnienie, związane z przedmiotowym przedsięwzięciem. Otóż, w przyszłym roku, najprawdopodobniej 26 września, odbędą się w Niemczech wybory parlamentarne i jeśli rządząca koalicja CDU/CSU i SPD nie chce przepaść z kretesem, to musi zrobić coś, aby zapewnić względny dobrobyt obywatelom. Już obecny, czwarty gabinet Angeli Merkel, rodził się w półrocznych bólach, więc można się tylko domyślać, co powinni uczynić sprawujący władzę chadecy i socjaldemokraci, aby oprzeć się fali nastrojów negatywnych, niosących wysokie notowania nacjonalistycznej Alternatywie dla Niemiec. Będą mieli obowiązek poprawienia kondycji finansowej gospodarstw domowych, zaś to, raczej na pewno wyklucza, wyasygnowanie kosmicznych środków na zakup – o ironio – amerykańskich samolotów. W moim spolegliwym mózgu natychmiast rodzi się łagodna myśl zaniesienia bratniej pomocy Berlinowi.

Bratnia pomoc Berlinowi, mogłaby polegać na ciągłym przypominaniu Donaldowi Trumpowi, że wszyscy członkowie NATO zobligowani są do łożenia 2 proc. PKB na obronność, a Niemcy płacą znacznie mniej. Gdyby tego było mało, to ładunki jądrowe, jakie mają przenosić teutońskie Tornada, są własnością Wuja Sama, więc należałoby zapewnić im pilnie nowoczesne środki transportu, a F-18 do nich należą. Wielkim orędownikiem sprawy będzie na pewno Richard Allen Grenell, ustępujący ambasador USA w Berlinie, który przez cały czas swojej misji między Odrą a Renem tak zalewał gospodarzom sadła za skórę, że już wiosną 2019 roku wiceprzewodniczący Bundestagu – Wolfgang Kubicki – stawał na rzęsach, żeby naszego bohatera odwołać do Waszyngtonu. Nic to nie dało. Grenell wciąż sprzeciwiał się budowie Nord Stream 2, zacieśnianiu stosunków dyplomatycznych między Berlinem a Moskwą, oraz chciał ograniczenia aktywności niemieckich firm w Iranie – kraju nieprzyjaznym  Ameryce. Ten człowiek może być Polsce bardzo pomocny i użyteczny.

Pomocny i użyteczny może być dla nas prezydent Stanów Zjednoczonych, który na gwałt potrzebuje sukcesu. W listopadzie czeka wszystkich wybór kolejnego lokatora Białego Domu i Trump musi zwiększyć swoją aktywność. Wskazanie mu kierunku niemieckiego może być dla nas korzystne, gdyż zaabsorbuje dyplomację Merkel i wymusi na niej konkretne działania. Mam nadzieję, że nasz MSZ nad sytuacją panuje, a ktoś podobny wariant pod uwagę bierze i nastąpi u nas taki łagodny powrót do normalności.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 01 czerwca 2020 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: