Dwa kroki wstecz

Miliony tęgich głów na świecie są aktualnie zaprzątnięte opracowaniem sposobów wyjścia z kryzysu gospodarczego, jaki zgotowała nam pandemia koronawirusa. Jak będzie to zrobione, nie wiem, ale wiem za to, że wszystko się ułoży. Skąd ta pewność? Ano stąd, że wszystko zawsze się układa. Tak jest i już. W tym miejscu dodam, że sytuacja w Polsce, bo przecież ona najbardziej leży nam na sercu, nigdy nie będzie tak znakomita, jak chce i twierdzi ugrupowanie rządzące, ale też nigdy nie będzie tak katastrofalna, jak opowiadają politycy partii opozycyjnych. Oczywiście, prawda zawsze leży pośrodku, ale też ów środek jest zawsze w innym miejscu dla każdego człowieka i dla każdej sytuacji. Zresztą, jeśli mam być szczery, to muszę wyznać, że już chyba nikomu dziś na prawdzie nie zależy, gdyż wszyscy będą piec własną pieczeń przy ognisku, które zapłonie od temperatury, powstałej w wyniku politycznej nawalanki. Aby właściwie ocenić sytuację i nie dać się wmanewrować w jakąś kabałę rzeźbiarzom, a właściwie rzeźnikom umysłów, tylko dla niepoznaki nazwanych dziennikarzami, należy nabrać dystansu do całej sytuacji czyli zwyczajnie zrobić dwa kroki wstecz.

Dwa kroki wstecz nie oznaczają wycofania. One oznaczają jedynie, że potrzebujemy nabrać właściwej perspektywy i właściwego oglądu sytuacji bieżącej. Gdy je już zrobiliśmy, to co widzimy? Widzimy świat sprzed kilku już tygodni, a w nim wystraszonych i spanikowanych ludzi, którzy wiedzą, że idzie złe. Widzimy wyizolowane chińskie metropolie odkażane przez ludzi w kombinezonach i wyglądających niczym cyborgi. Widzimy patrole wojskowe i policyjne, bezceremonialnie zatrzymujące samochody, mierzące temperaturę oraz wysyłające na kwarantannę wszystkich, wobec których istniał cień podejrzenia, że mogą być chorzy. Widzimy przepełnione lombardyjskie szpitale, gdzie umierają samotni starcy i kwarantannę Włochów, śpiewających na swoich balkonach. Widzimy wykresy galopującego bezrobocia w Stanach Zjednoczonych, infantylnego premiera Wielkiej Brytanii, który tak nie przejął się epidemią, że w rezultacie sam znalazł się na intensywnej terapii oraz wyluzowanych, nieprzestrzegających zasad ochrony Szwedów, masakrowanych przez nieznaną chorobę z Wuhan. To wszystko działo się niedawno, a tylko ilość i kakofonia docierających do nas informacji spowodowały, że dziś wydaje się nam to odległą przeszłością. Dlatego obecnie potrzebujemy nieco wytchnienia i dokonania retrospekcji wydarzeń.

Retrospekcja wydarzeń pozwala nam ocenić możliwości sprawcze instytucji i polityków. Dzięki owemu okrutnemu sprawdzianowi wiemy, że Unia Europejska jest całkowicie niewydolna, zaś jej włodarze to indolenci. Jeśli teraz, na szklanym ekranie, oglądacie Państwo jakiegoś politykiera głoszącego swoje mądrości z Brukseli, to zastanówcie się przez chwilę, co ten osobnik był w stanie zrobić w kwietniu 2020 roku? Mogę założyć się o okrągłą sumkę, że siedział ciężko wystraszony, zamknięty w swojej podmiejskiej willi i wznosił modły do Stwórcy, aby wirus ominął właśnie jego, a także współmieszkające z nim rybiki cukrowe oraz roztocza. Za to dziś, kiedy okazało się, że nie zachorował ani on, ani nikt z jego znajomych, nabrał animuszu oraz zapału wojennego, niczym Jan Onufry Zagłoba po trzeciej flasze darowanego węgrzyna i postanowił nadrobić stracony czas, bojąc się, że państwa narodowe mogą uznać, że ktoś taki jest zwyczajnie zbędny i zerwać się z unijnej smyczy. A gdzież wtedy znajdzie robotę, skoro ostatnie kilka dekad czytał z kartki pierdoły napisane przez sowicie wynagradzane stado asystentów? Przecież nie pójdzie do biura ani na budowę, bo niewiele wie i niewiele potrafi, a tam trzeba się jednak czymś wykazać.

Wykazać się próbuje także nadwiślańska opozycja, która, na fali ukrytej kampanii prezydenckiej, próbuje zdeprecjonować działania naszego rządu, podczas największego wysiłku walki z pandemią. Głównym celem ataków stał się Łukasz Szumowski, szef Ministerstwa Zdrowia. Zaczęto wytykać mu błędy, wypaczenia i niedociągnięcia, obwiniając o wszystko co jest tylko możliwe. Czy Szumowski popełnił błędy? Tak, popełnił. Skąd to wiem? Z własnego doświadczenia, ponieważ ja, dawno temu, kierowałem dużymi zespołami ludzkimi w warunkach ścisłego reżimu czasowego, stresu i wyczerpania. Oczywiście, nie był to kaliber ogólnopolski czy nawet ogólnoświatowy, ale mechanizmy są wszędzie bardzo podobne. Gdy jest spokojnie i rozstrzygane są rzeczy błahe, wtedy znajduje się chmara podpowiadaczy, pragnących za wszelką cenę wtrącić swoje trzy grosze. Jeśli jednak sytuacja staje się poważna i można ponieść za podjęte decyzje odpowiedzialność polityczną lub karną, wtedy człowiek zostaje z problemami sam lub w bardzo wąskim gronie najbardziej zaufanych współpracowników. Później, gdy opadnie kurz bitewny, wszyscy przypisują zasługi sobie, a błędy pryncypałowi. Tak stało się i w tym wypadku. Jest to naturalny mechanizm, działający od zawsze. Nie ja będę rozstrzygał, czy minister popełnił grzechy ciężkie czy lekkie. Nie ja będę oceniał jego oświadczenie majątkowe, bo od tego jest zespół analityków w odpowiednich agendach. Ale ja mam prawo ocenić polityków, którzy dziś z panem Łukaszem współpracują. Jak zwykle nastąpił przesiew – słabi poszli, a prawdziwi przyjaciele zostali. Nie ma w tym nic nowego, ale Szumowski ma niepowtarzalną okazję, aby zweryfikować otaczające go grono ludzkie i oddzielić ziarno od plew.

Ziarno od plew oddziela się zawsze w czasie omłotów i właśnie teraz je mamy. Po chwilowej, niezręcznej ciszy, wyszedł na scenę sam Jarosław Kaczyński i stanął murem za ministrem. Sądzę, że dla tych, którzy zamilkli i zaczęli nagle Łukasza Szumowskiego omijać, był to jasny sygnał, że można znów się do człowieka łasić. I oni tak zrobią. W końcu, bardzo dobrze jest znać kogoś z rządowego świecznika, prawda? Mam nadzieję, że moi Czytelnicy dokonają powtórnej analizy sytuacji, rozważą wszystkie za i przeciw, a następnie  wystawią włodarzowi resortu zdrowia odpowiednią notę. Ja oceniam jego działania podczas chwil trudnych pozytywnie, ale także musiałem ochłonąć, uspokoić się i dlatego uczyniłem w myślach owe dwa kroki wstecz.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 25 maja 2020 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: